Aktualności

Informacje o kole nr 47 im njw nadwiślańczycy

SPOTKANIE PO LATACH

Nadszedł maj 2026 r. W powszechnej opinii maj jest najpiękniejszym miesiącem roku. Zazieleniły się drzewa, kolorami zachwycają tulipany i bratki, odurzającą woń wydzielają bzy i konwalie.
W maju obchodzimy Dzień Flagi (w dniu moich imienin), obchodzimy święto Konstytucji 3 Maja (pierwsza w Europie i druga na świecie).
W tym miejscu nie mogę się powstrzymać by wyrazić dezaprobatę ludziom, którzy nagminnie i z premedytacją łamią postanowienia obecnie obowiązującej ustawy zasadniczej.
Wracając do tematu przewodniego, maj jest ważnym dla mnie miesiącem, 21.05 urodził się Hubert, jeden z moich wnuków, a 27.05 urodził się mój młodszy syn Jan.
I sprawa kluczowa 24 maja obchodziliśmy i obchodzimy święto naszej Jednostki i Formacji DZIEŃ NADWIŚLAŃCZYKA.
Po przejściu w stan spoczynku, grupa moich i naszych towarzyszy broni postanowiła założyć koło Związku Byłych Żołnierzy Zawodowych, z czasem organizacja zmieniła nazwę na: Związek Żołnierzy Wojska Polskiego, także statut.
Ta decyzja otworzyła bramę do wstępowania w szeregi Związku byłym żołnierzom służby zasadniczej. Żołnierze rezerwy skwapliwie z tego korzystają.
Koło ZŻWP- Nadwiślańczycy zostało zarejestrowane pod numerem 47.
Zarząd Koła „od zawsze” kultywuje tradycje Nadwiślańskich Wojsk. Corocznie odbywają się w maju uroczyste spotkania weteranów, cieszą się one dużą popularnością mimo upływu lat. Corocznie uczestniczy w nich około 60 osób, nie tylko żołnierzy, również ich żony i pracownicy cywilni.
W tym roku obchody były szczególne, bowiem uczestniczyła w nim po raz pierwszy grupa byłych żołnierzy służby zasadniczej, przyjeżdżając do Warszawy z odległych regionów Polski.
Dla ścisłości muszę napisać, że jeden z rezerwistów od lat uczestniczy w spotkaniach Nadwiślańczyków dostarczając na nie napoje chłodzące o nazwie a jakże „Nadwiślańczyk”.
Zainspirowany bardzo pozytywną reakcją żołnierzy rezerwistów postanowiłem upublicznić (za zgodą zainteresowanego) moje zupełnie przypadkowe spotkanie z byłym żołnierzem Warszawskiej Brygady. Jest nim Jan Greń odbywający służbę w okresie jesień 85 – jesień 87. w 2 pl – d-ca por. Jerzykowski, 4-tej kompanii- d-ca por Starzomski, 4-tym batalionie – d-ca kpt. Budnik. Szefem kompani był chor. Traczyk.
A jak doszło do spotkania? W czerwcu 2011 r (mija 15 lat) pojechaliśmy z żoną do sanatorium do mało znanego uzdrowiska Horyniec Zdrój. Jest to miejscowość w woj. podkarpackim, w pow. lubaczowskim, 4 km od granicy z Ukrainą.
Atrakcją miejscowości jest XVIII wieczny pałac należący onegdaj do rodu Ponińskich. Adam Poniński był marszałkiem Sejmu, ale nie zapisał się dobrze w historii. Był uczestnikiem Konfederacji Radomskiej, jej uczestnicy przy wsparciu Rosji spiskowali przeciw Królowi Stanisławowi Poniatowskiemu i jego reformom. Sam Adam Poniński hołdował ówczesnej maksymie: „jedz, pij i popuszczaj pasa”. Część historyków ma go za zdrajcę.
Po II Wojnie Światowej w pałacu powstało sanatorium „Metalowiec”, przemianowane później na „Bajka”. I właśnie w nim usiłowaliśmy poprawić kondycję.
W przedostatnim dniu pobytu, żona poszła na spacer i dotarła do oddalonej o 2 km wioski Świdnica, Spotkała tam pracującego w polu rolnika. Wywiązała się rozmowa. Żona powiedziała, że przyjechała z Warszawy, na to pracujący odpowiedział, że jego syn służył w wojsku w Warszawie w jednostce Nadwiślańskiej. Żona z kolei odpowiedziała, że mąż też służył w tej jednostce jako żołnierz zawodowy.
Reakcja rolnika była zaskakująca, stwierdził, że za godzinę do domu wrócą jego żona i syn i on nas gorąco zaprasza. Skorzystaliśmy z zaproszenia, kupiliśmy kwiaty i odwiedziliśmy państwa Greniów. Jeśli mówi się, że spotkanie było ciepłe, to nasze było gorące, wręcz upalne. Szer. rez. Jan Greń nie mógł się nachwalić przyjaznej atmosfery, kompetencji dowódców, poziomu szkolenia i co dziwne jakości wyżywienia.
Gdy po godzinie chcieliśmy wyjść pan Jan dosłownie złapał mnie za rękę i nie wypuścił, wspominki trwały następną godzinę.
W pewnym momencie pan Jan dokonał samooceny mówiąc, że był „średnim” żołnierzem – ta ocena była za skromna. Okazało się, że pan Jan po wyjściu z wojska poszedł na studia i ukończył dwa kierunki, jeśli dobrze pamiętam to hotelarstwo oraz zarządzanie i marketing.
W następnym dniu opuszczaliśmy Horyniec, rano przed sanatorium pojawił się pan Jan z dużą paczką, którą nam wręczył na wyjazd. Później zobaczyliśmy, że były w niej wędliny domowego wyrobu oraz różne przetwory.
Na pożegnanie wymieniliśmy telefony i przez około 2 lata utrzymywaliśmy kontakt telefoniczny. Potem z powodu problemów osobistych pana Jana kontakt się urwał.
Zainspirowany tegorocznym udziałem grupki naszych rezerwistów w obchodach Dnia Nadwiślańczyka postanowiłem spróbować odnowić kontakt. Próba okazała się udana. Poznał mnie już po głosie. Poinformowałem p. Jana go pracy naszego Koła, Jan był bardzo zainteresowany, kolejny raz podkreślając swój szacunek do dowódców i służby.
Ten i inne podobne przypadki (np. mój kontakt z kpr. rez. Janem Kaufem) dają uzasadnione powody by mieć satysfakcję z tego co robiliśmy szkoląc i wychowując.
płk w st. spocz. Zygmunt Piskozub